![]() | ![]() |

02/01/2009
Bruksela: zakończenie Europejskiego Spotkania Młodych Taizé
◊ W stolicy Belgii 2 stycznia zakończyło się 31. Europejskie Spotkanie Młodych. Po pożegnaniu w parafiach uczestnicy wyruszyli do swoich krajów. Jedynie do Polski odjechało z Brukseli 180 autokarów. Już przed południem wielki parking przy halach targowych zaczął się zapełniać tysiącami młodych ludzi. Wszyscy odjeżdżali z jednego miejsca. Również każdy z 9 tys. Polaków musiał odnaleźć swój autokar.
Jeśli chodzi o spotkanie Taizé w Brukseli, to najważniejsze były trzy sprawy. Pierwsza – to ogromna życzliwość i gościnność rodzin. Chyba pierwszy raz udało się w kraju zachodnim tak wszystko zorganizować, żeby młodzi byli goszczeni przez rodziny. W ubiegłym roku w Genewie już 90 proc. mieszkało w rodzinach, a w poprzednich latach tylko w krajach Europy Środkowej i Wschodniej, w Polsce przede wszystkim, młodzi mieszkali zawsze w domach rodzinnych. Dało się zauważyć ogromną życzliwość ludzi i ich mobilizację. Faktem jest, że jeszcze 3 grudnia brakowało kilkanaście tysięcy miejsc, ale do rozpoczęcia spotkania ludzie naprawdę bardzo się zmobilizowali. Widać, że wiele rodzin dowoziło swoich gości. Nadzwyczajne jest to, że w ciągu tych zaledwie pięciu dni mogą powstać tak głębokie więzi. Z doświadczenia lat poprzednich wiemy, że często są one bardzo trwałe.
Druga rzecz, która była ważna w Brukseli, to spotkania tematyczne. Było ich bardzo wiele, tak, że młodzież miała czasem problem z wyborem. Widać było, że młodzi interesują się sprawami zaangażowania chrześcijańskiego w świecie. Wydaje się, że owo zainteresowanie jest trochę większe niż kiedyś. Właśnie te spotkania tematyczne, na których była mowa o budowaniu naszych społeczności na podstawach chrześcijańskich, cieszyły się szczególnie dużym powodzeniem.
Trzecia sprawa to, oczywiście, wiadomość, którą młodzi Polacy wiozą ze sobą do kraju, mianowicie, że następne Europejskie Spotkanie Młodych będzie u nas w Polsce, w Poznaniu. W Nowy Rok spotkaliśmy się jeszcze wszyscy w polskim gronie. Byli z nami: abp Stanisław Gądecki, bp Wojciech Polak i bp Kazimierz Gurda. Odpowiadali na pytania młodzieży. Młodzi natomiast opowiadali o swoich doświadczeniach związanych z uczestnictwem w europejskich spotkaniach, z przyjaźnią z Taizé. Były to bardzo piękne i inspirujące świadectwa młodych ludzi m.in. z Lubartowa, Kielc, Gniezna, Wrocławia i Poznania. Młodzi wyjeżdżają z pomysłami na to, jak dalej przeżywać i tworzyć Pielgrzymkę zaufania przez Ziemię, tzn. jak po prostu być chrześcijanami, którzy aktywnie uczestniczą w życiu własnych wspólnot chrześcijańskich, do których teraz powracają.
1 stycznia na wieczornej wspólnej modlitwie był kard. Godfried Danneels, który uczestniczył we wszystkich wspólnych modlitwach. W szczególnie wzruszający sposób żegnał się z młodzieżą. Po podziękowaniach brata Aloisa ze swoistym humorem i niezwykłą wyobraźnią powiedział młodym, że stworzyli w Brukseli jakby Betlejem. „Wprawdzie – jak powiedział – w Betlejem Pana Jezusa nie przyjęli, ale Bruksela spisała się inaczej. Właściciel gospody postąpiłby zupełnie inaczej, gdyby wiedział, co wydarzyło się w Brukseli”. Kardynał z wielkim i otwartym sercem żegnał młodzież. Dziękował także braciom ze wspólnoty, młodym i rodzinom za zorganizowanie tego spotkania. Wyrażał przy tym ogromną nadzieję, że przyniesie ono owoce w Brukseli i belgijskim Kościele.
Br. Marek, Bruksela
Castelgandolfo: kongres seminarzystów Focolari
◊ 500 kleryków z 40 krajów świata bierze udział w 5. międzynarodowym kongresie seminarzystów w ośrodku fokolarińskim w Castelgandolfo (2-4 stycznia). Spotkanie zorganizował Ruch Gens – Nowe Pokolenie Kapłańskie, skupiający osoby przygotowujące się do święceń, a pragnące żyć duchowością zaszczepioną przez Chiarę Lubich. Podczas kongresu dominuje problematyka relacji, w kontekście rozpowszechnionej sekularyzacji i kryzysu wartości. Wymownie świadczą o tym tytuły poszczególnych sesji: „Być kapłanem dzisiaj: marzenia i wyzwania”, „Celibatariusze, a nie single”, „Jaki Bóg dla współczesnej ludzkości?”, „Sieć na rzecz jedności”. Wśród zaproszonych gości jest prefekt Kongregacji Edukacji Katolickiej kard. Zenon Grocholewski.
tc/ rv
Wielka Brytania: niespodziewane powołania
◊ Benedykt XVI okazuje się skutecznym remedium na problem opustoszałych seminariów duchownych w Wielkiej Brytanii. Do diecezjalnych ośrodków powołaniowych zgłaszają się uczestnicy ubiegłorocznego Światowego Dnia Młodzieży. Niektórzy wprost odnoszą się do słów, jakie Papież skierował w Sydney do tych, którzy czują się powołani do kapłaństwa czy życia zakonnego. Wpływ Benedykta XVI na postawy i decyzje młodych jest tak wyraźny, że postanowiono mu poświęcić tegoroczne spotkanie diecezjalnych powołaniowców z Wielkiej Brytanii. „Do mnie zgłosiło się 20 nastolatków – mówi z nieskrywanym zdumieniem ks. Stephen Langridge z diecezji Southwark. – Musiałem dla nich utworzyć specjalną grupę powołaniową Quo Vadis”. W jego przekonaniu pozytywny wpływ na wzrost zainteresowania stanem duchownym mógł mieć też fakt, że do Sydney zostali wysłani wszyscy brytyjscy seminarzyści. Towarzysząc młodym ze swych diecezji, mogli zarazem dzielić się z nimi osobistą historią wiary i powołania.
Przy okazji tej sprawy ujawniły się braki w duchowej opiece nad młodzieżą na terenie Anglii i Walii. Tym rodzajem duszpasterstwa zajmowała się do niedawna wyspecjalizowana instytucja Catholic Youth Services, którą jednak zamknięto na początku ubiegłego roku. Ostatnio powołano do życia tymczasowy komitet koordynacyjny duszpasterstwa młodzieżowego współpracujący z komisją episkopatu ds. ewangelizacji i katechezy.
kb, tc/ icn
Australia: dobre owoce ŚDM w Sydney
◊ Światowe Dni Młodzieży przyczyniły się do odrodzenia Kościoła katolickiego w Australii i to na różnych jego poziomach. Przede wszystkim zwiększyła się liczba powołań. W przyszłym miesiącu w Sydney formację do kapłaństwa rozpocznie siedmiu nowych seminarzystów, a w Melbourne ośmiu. Wzrosła też liczba nawróceń. „Kilka dni temu zadzwonił do mnie jeden z proboszczów – powiedział agencji Sir kard. George Pell – i poinformował mnie, że zgłosiło się do niego 25 osób, które poprosiły o przyjęcie do Kościoła katolickiego”.
Zdaniem metropolity Sydney w czasie światowych dni młodzieży ludzie „zasmakowali” też w katechezach. W odpowiedzi na to niespodziewane zapotrzebowanie wiele parafii zorganizowało serię kursów wyjaśniających wiarę Kościoła. „Młodzi nie chcą słyszeć, co jest dobre, a co złe. Chcą raczej sami zrozumieć nauczanie Kościoła w poszczególnych kwestiach” – podkreśla kard. Pell. W jego przekonaniu innym ważnym owocem ubiegłorocznej wizyty Benedykta XVI w Australii jest rozwój duszpasterstwa Aborygenów. Jednym z tego przejawów jest fakt, że od przyszłego roku szkolnego Kościół oferuje im darmowe nauczanie we wszystkich swych szkołach i uczelniach.
kb/ zenit
Ziemia Święta: nie ustaje modlitwa o pokój
◊ O przerwanie działań wojskowych w Strefie Gazy oraz o ducha dialogu i pojednania modlono się 1 stycznia, przez wstawiennictwo Maryi Bogurodzicy, we wszystkich sanktuariach i kościołach Ziemi Świętej. Łaciński patriarcha Jerozolimy przewodniczył Mszy w kościele katedralnym przy siedzibie patriarchatu. W kazaniu odwołał się do przesłania Benedykta XVI na Światowy Dzień Pokoju, podkreślając szczególnie trudną sytuację mieszkańców tego rejonu świata.
Patriarcha Fouad Twal powiedział do wiernych zgromadzonych na noworocznej Eucharystii, że Chrystus jest obecny i wciela się w różne sytuacje naszego życia. Objawia się w gestach przyjaźni, solidarności, pokoju i nadziei, ale musimy Go dostrzec również w sytuacjach cierpienia, niepokoju, lęku i zwątpienia wobec „niemocy zatrzymania piekielnej machiny śmierci”.
Na zakończenie patriarcha wezwał do gorącej modlitwy, by Maryja, Matka Boga i patronka palestyńskiej ziemi, „zatrzymała rozpętaną złowrogą wojnę, wprowadziła pokój pomiędzy narodami i chroniła wszystkie nasze rodziny i wspólnoty życia konsekrowanego”.
O przerwanie bombardowań Strefy Gazy zaapelowali również zwierzchnicy Kościołów chrześcijańskich. Wyrazili solidarności z cierpiącymi i wezwali przywódców politycznych do szukania rozwiązania konfliktu na drodze dialogu, a nie przemocy i rozlewu krwi.
Hierarchowie zwrócili się z apelem do wspólnoty międzynarodowej o podjęcie natychmiastowej i operatywnej decyzji kładącej kres przelewowi krwi oraz wszelkim formom niszczycielskiej przemocy. Wezwali ponadto Palestyńczyków do narodowego zjednoczenia i do podjęcia walki o słuszne interesy narodowe metodami dyplomatycznych układów, a nie konfrontacji sił.
Apel zwierzchników zakończyła modlitwa do Dzieciątka Jezus o przemianę serca odpowiedzialnych za dramatyczną wojnę w Gazie polityków izraelskich i palestyńskich, w intencji ofiar i ich rodzin. „Modlimy się – napisali w przesłaniu – za tych wszystkich, którzy przeżywają dni lęku i paniki, aby Bóg obdarzył ich błogosławieństwem niosącym spokój, bezpieczeństwo i prawdziwy pokój”.
Niedziela 4 stycznia została ogłoszona dniem solidarności z mieszkańcami Gazy oraz modlitwy o sprawiedliwość i pokój w Ziemi Świętej.
J. Kraj OFM, Betlejem
Chiny: nowa polityka wobec „katakumbowego” Kościoła?
◊ Za bezprecedensowe uznała międzynarodowa organizacja „Pomoc Kościołowi w Potrzebie” przyjęcie przez chiński sąd skargi księdza katolickiego na urząd ds. wyznań. Ks. Wang Dao złożył przed dwoma tygodniami odwołanie do trybunału ludowego dzielnicy Haizhu w Kantonie od nałożonej mu grzywny administracyjnej. Podczas niedzielnej Mszy odprawianej przez niego w Liangren ponad 50-osobowa grupa funkcjonariuszy urzędu ds. wyznań i służby bezpieczeństwa wtargnęła do kościoła. Wręczyli oni kapłanowi notyfikację kary pieniężnej za zorganizowanie „nielegalnego zebrania” z żądaniem zaprzestania takich spotkań. W samo Boże Narodzenie (25 grudnia), które oczywiście w Chinach jest zwykłym dniem roboczym, trybunał powiadomił ks. Wanga o przyjęciu jego skargi. „Pomoc Kościołowi w Potrzebie”, która podała 2 stycznia tę informację, wyraziła nadzieję, że również w innych przypadkach prześladowań katolików „katakumbowych” w Chinach komunistyczne władze zastosują nową taktykę.
ak/ efe
Malezja: kłopoty katolickiej gazety
◊ Jedyny w Malezji tygodnik katolicki Herald zagroził miejscowym władzom procesem sądowym za naruszanie praw mniejszości religijnych. Każde czasopismo w tym azjatyckim kraju musi zwracać się co roku o rządowe zezwolenie na publikację. 30 grudnia Herald otrzymał list ministerstwa spraw wewnętrznych zezwalający na wydawanie go po angielsku, chińsku i tamilsku. Wstrzymano jednak publikację w języku malajskim. Redaktor naczelny pisma, ks. Lawrence Andrew, zaprotestował 2 stycznia przeciw decyzji ministerstwa. Zapowiedział, że jeśli w ciągu tygodnia nie zostanie ona odwołana i nie będzie żadnej odpowiedzi, Herald może wejść na drogę sądową.
Przedstawiciel malajskiego ministerstwa oświadczył, że na publikację katolickiego tygodnika w głównym języku kraju zezwoli ono, gdy sąd rozstrzygnie skargę redakcji co do zakazu używania w języku malajskim słowa „Allach” na określenie Boga. Wydano go wszystkim niemuzułmańskim publikacjom po malajsku. Według ministerstwa „Allachem” można używać jedynie Boga czczonego przez muzułmanów. Wyznawcom innych religii pozostawia się termin „Tuhan”, określający „bóstwo” w ogólności. Redakcja Heralda uważa, iż decyzja ta nie ma podstaw prawnych, i zwróciła się do sądu, który ma rozpatrzyć tę sprawę w przyszłym miesiącu. Termin „Allach”, pochodzący z arabskiego, bynajmniej nie jest wyłącznie islamski. Mahomet przejął go od chrześcijan, którzy do dziś powszechnie nazywają tak Boga w krajach arabskich, a także w Indonezji. Chrześcijanie języka malajskiego stosują go od wieków.
Muzułmanie stanowią 60 proc. 27-milionowej ludności Malezji i używają języka malajskiego. Z mniejszości etnicznych najliczniejsi są Chińczycy, których jest 25 proc. Są wśród nich buddyści i chrześcijanie. Prawie 10 proc. liczy mniejszość indyjska, wyznająca głównie hinduizm, ale także chrześcijaństwo. W użyciu jest tam również język angielski. Malajski ma szczególne znaczenie jako urzędowy język Malezji.
ak/ ap
Kuba: propozycja współpracy państwo-Kościół
◊ Kościół na Kubie proponuje państwu współpracę w dziedzinie pomocy społecznej, ochrony zdrowia i edukacji. Postulat ten znalazł się niedawno na łamach czasopisma archidiecezji hawańskiej Palabra Nueva.
Jak wiadomo, 50 lat po socjalistycznej rewolucji praktycznie wszystkie sfery życia społecznego na Kubie pozostają pod całkowitą, albo formalną kontrolą władz. Wyjątkiem jest Kościół, który od czasu wizyty na wyspie Jana Pawła II otrzymał pewne koncesje na prowadzenie w miarę niezależnej działalności. Dotyczy to na przykład prowadzenia kilku domów starców subwencjonowanych przez państwo. „Czemu tej współpracy nie rozszerzyć w przyszłości?” – pyta w katolickim miesięczniku Orlando Márquez. I zaznacza, że nie potrzeba od razu zwracać Kościołowi znacjonalizowanych przed 40 laty nieruchomości. Wystarczy na przykład wpuścić do istniejących placówek wychowawczych katolickich nauczycieli – duchownych bądź świeckich. Publicysta zaznacza, że Kuba bardzo potrzebuje konsolidacji społeczeństwa, a służyć temu może samokrytycyzm i współpraca. „Jeśli socjalizm ma być nadal obowiązującą alternatywą, socjalizm demokratyczny byłby najbardziej korzystny” – czytamy w Palabra Nueva.
tc/ rv
Czechy: wyruszyli kolędnicy
◊ Na czeskie ulice 2 stycznia wyruszają „Kolędnicy Trzech Króli”. Przez najbliższy tydzień będą zbierać ofiary na działalność tamtejszej Caritas. W zeszłym roku w akcji uczestniczyło niemal 14 tys. trzyosobowych grup kolędników, którym udało się zebrać ponad 60 mln koron, czyli ok. 9 mln złotych. Kolędnicy to poprzebierane dzieci, które przed wyruszeniem w drogę otrzymują specjalne błogosławieństwo swych biskupów. Kolędowa akcja Caritas nie ma w Czechach długiej tradycji. Rozpoczęła się dopiero przed ośmiu laty. Jednakże z roku na rok cieszy się coraz większą popularnością. Jej propagowaniu służą m.in. transmitowane przez telewizję dobroczynne koncerty. W Pradze w niedzielnym festynie Trzech Króli uczestniczyć będzie m.in. nuncjusz apostolski abp Diego Causero.
kb/ charita.cz
„Otoczmy troską życie”. Krajowy duszpasterz hospicjów ks. Piotr Krakowiak SAC komentuje tegoroczny duszpasterski plan Kościoła w Polsce
◊ - „Otoczmy troską życie” to temat planu duszpasterskiego Kościoła w Polsce na rok 2008-2009. Skąd właśnie taki temat? Skąd pomysł?
Ks. P. Krakowiak: Co roku Konferencja Episkopatu Polski podejmuje tematy ważne dla całego społeczeństwa, a ja z wielką radością wziąłem udział w przygotowaniu tego programu duszpasterskiego. Byłem bowiem na spotkaniu wszystkich przedstawicieli diecezjalnych komisji duszpasterskich. Temat „Otoczmy troską życie” wiąże się z debatą, która jest obecna w całej Europie, a więc i u nas, o początku życia. Mamy tu zatem sprawę in vitro i inne zagadnienia związane z początkiem ludzkiego istnienia, no i oczywiście temat końca życia; opieka paliatywno-hospicyjna, ale również pokusa eutanazji, która stoi w drzwiach. W tych dniach słyszymy, że Luksemburg jest kolejnym krajem, który legalizuje eutanazję i tak powoli w Europie, której jesteśmy częścią, ten temat staje się coraz bardziej obecny. Co z tego tematu będzie dla nas wynikało? Myślę, że przede wszystkim pogłębienie go przez duszpasterzy. Już w kilku diecezjach miałem okazję prowadzić dni skupienia, czy wykłady dotyczące tego tematu. Rekolekcje dla kapelanów szpitali, hospicjów i domów opieki były również organizowane na ten temat na Jasnej Górze i myślę, że będzie jeszcze wiele takich inicjatyw i spotkań, które przypomną tę prawdę, że życie ludzkie od poczęcia do naturalnej śmierci jest święte, bo Bóg nam je dał i mamy je szanować i otaczać troską.
Z drugiej strony chodzi również o kwestie praktyczne. Właśnie w działaniach duszpasterskich, w parafiach będzie okazja powiedzieć i o początku życia, i o tym, co wszyscy chrześcijanie powinni wiedzieć również o końcu życia, czyli o tematyce paliatywno-hospicyjnej, o opiece nad osobami starszymi. Myślę, że to jest rosnący problem również w naszym kraju. Coraz więcej ludzi potrzebuje pomocy, towarzyszenia i dobrze, że Kościół oddychając niejako rytmem życia całego społeczeństwa tę tematykę podejmuje i poświęca jej czas. Myślę, że tego pogłębienia nigdy nie jest za wiele i chciałbym zachęcić wszystkich duszpasterzy do sięgnięcia po dostępne informacje. Wiele jest na ten temat w naszym podręczniku, zapraszam także na stronę /a>
, gdzie o kwestii końca życia można wiele przeczytać i skorzystać również w przygotowywaniu katechez, kazań, czy spotkań duszpasterskich.
- Nie obawia się Ksiądz, że to będzie kolejna, tylko i wyłącznie dawka teorii, wiadomości?
Ks. P. Krakowiak: Bardzo bym chciał, żeby tak nie było. Szansą na to jest choćby fakt, że mamy około 400 ośrodków paliatywno-hospicyjnych w Polsce. Proboszczów chciałbym zachęcić, żeby znaleźli najbliższe hospicjum, zaprosili do grup parafialnych, czy na spotkania liturgiczne pracujących tam lekarzy, pielęgniarki, duszpasterzy, wolontariuszy. Myślę, że pięknym owocem takiego roku mogłoby być pogłębienie w Kościele świadomości, że zadanie, jakie otrzymaliśmy od Pana Boga przez objawienie się Jezusa Miłosiernego siostrze Faustynie, to nie tylko piękny kult, ale również konkret, który mamy zanieść ludziom wokoło, a może i całemu światu. Jeśli będziemy potrafili dobrze się zająć ludźmi ciężko chorymi, umierającymi, jeśli nie zaistnieje u nas w kraju pokusa eutanazji, to czyż nie będzie to znak sprzeciwu w społeczeństwie, które dzisiaj tak bardzo się wymawia, że nie ma pieniędzy, że nie ma sposobów, że nie ma jak pomagać ciężko chorym, starszym, umierającym?! Wydaje się, że w Polsce ten temat nie istnieje, dlatego, że dobra opieka paliatywno-hospicyjna jest skutecznym sposobem na odsunięcie pokusy eutanazji. Mam nadzieję, iż będziemy mogli takim przykładem pokazać innym, że można tej drogi spróbować.
Ale to wszystko oznacza, że trzeba się zaangażować razem, zintegrować siły, że to Kościół musi pracować wspólnie ze służbą zdrowia i z wolontariatem. To jest oczywiście ogromny wysiłek społeczny i ludzki, ale przecież to jest bardzo chrześcijańskie. W Kościele pierwotnym było tak, że wspólnoty, oprócz głoszenia Ewangelii, zajmowały się ciężko chorymi, wdowami, nie opuszczały ludzi, którzy byli w potrzebie. Myślę, że w Roku św. Pawła powinniśmy sobie to przypomnieć i do tego wrócić. Mam nadzieję, że oprócz teorii będzie przede wszystkim praktyczne spojrzenie na to, co już robimy. Może warto przy okazji powiedzieć o tym, czym możemy się pochwalić, z czego możemy być dumni, że wiele razy wsparcie przychodzi również od wspólnoty Kościoła. Wiele zbiórek jest prowadzonych w kościołach. Opieka paliatywno-hospicyjna bez Kościoła nie byłaby w Polsce tym, czym jest. O tym warto wiedzieć, zwłaszcza wobec opinii tych, którzy bardzo chętnie krytykują Kościół za różne rzeczy. Warto wspomnieć o tych setkach i tysiącach ludzi, którzy każdego dnia korzystają z pomocy, również dzięki wielkiemu zaangażowaniu Kościoła.
- Kampania społeczna dotycząca opieki hospicyjnej i troski o życie jest już bardzo obecna w polskich mediach, ale jak by Ksiądz ocenił polskie media i ich mówienie o życiu w ciągu minionego roku?
Ks. P. Krakowiak: Myślę, że to niestety ciągle bywa działanie okazjonalne, czyli od akcji do akcji. Trudniej jest niestety przebić się poza już ustalonymi okresami, kiedy jest na to czas. Ja się śmieję, że jestem takim „dyżurnym listopadowym”, bo to czas, kiedy się mówi o umieraniu i śmierci. Kiedy w innym czasie przychodzi zdobyć troszkę przestrzeni w mediach, to już nie jest takie łatwe. Tymczasem trzeba o tym nieustannie mówić, bo media to współczesna ambona, to miejsce i sposób na dotarcie do społeczeństwa. Staramy się to robić przez edukację społeczną, współpracujemy z jak najszerszą grupą mediów troszcząc się o to, żeby wartości, które wyznajemy były respektowane. Cieszymy się, że tę współpracę udaje się prowadzić z katolickimi mediami, ale staramy się również wyjść dalej, wierząc, że czasami przez takie działania można przedstawić nasze osiągnięcia również szerszej społeczności. Takim przykładem była akcja „Umierać po ludzku”, która poprowadzona wspólnie z „Gazetą Wyborczą” na wzór akcji „Rodzić po ludzku” przyniosła dobre efekty w postaci choćby wizyt we wszystkich uczelniach medycznych w Polsce. Były dyskusje ze studentami medycyny na temat tego, że nie uczy się ich rozmowy z ciężko chorym, umierającym pacjentem. Byłem w tych uczelniach, spotykałem studentów, którzy mówili: „Dziękujemy, że ktoś wreszcie o tym powiedział, że my nie jesteśmy do tego przygotowani”. Oczywiście nie chodzi o to, żeby oskarżać wykładowców czy nauczycieli albo system. Chodzi o to, by pokazać, że to jest bardzo trudna sztuka i że tak, jak trudno się nauczyć w seminarium sztuki dobrego spowiadania, tak nie sposób się nauczyć do końca na uczelni medycznej rozmowy z pacjentem. Co nie znaczy, że trzeba ten temat omijać.
Te warsztaty były takim pierwszym zaczynem. Ludzie teraz chcą na takie spotkania przyjechać nawet na własny koszt, żeby zdobyć umiejętność, która jest równie ważna, a czasami o wiele ważniejsza niż to, co wystudiują z książek, niż to, czego muszą się nauczyć. A trzeba przyznać, że to jest bardzo trudny i pracochłonny system studiowania, jeśli chodzi o medycynę. Takich działań trzeba podejmować wiele i mam nadzieję, że i w hospicjach, i w całym środowisku służby zdrowia zrozumienie dla tego problemu będzie rosło, bo Kościół chce być tu sojusznikiem. Nasze działania, które prowadzimy w ramach krajowego duszpasterstwa hospicjów, czy jako Fundacja Hospicyjna, w żaden sposób nie chcą nikomu nic zabrać, ani nikomu powiedzieć, że coś robi źle. Wręcz przeciwnie, chcemy powiedzieć, że z doświadczeniem, które mamy troszczymy się o tego samego chorego. Razem możemy zrobić lepiej i więcej, więc zjednoczmy nasze siły, bo współpraca to coś ważnego, co w końcu prowadzi do tego, że choremu jest lepiej, że on się mniej boi.
Rozm. B. Zajączkowska /rv
Kościelne inicjatywy w europejskich stolicach kultury
◊ Linz i Wilno są w rozpoczętym roku europejskimi stolicami kultury. W tę inicjatywę Komisji Europejskiej włącza się w miarę możliwości Kościół. W austriackim Linzu zostanie zrealizowany m.in. projekt o nazwie „Pustelnik z Wieży” promujący wartość wyciszenia i kontemplacji. Z kolei stolica Litwy zamierza promować międzynarodowy dialog i wymianę. Wilno będzie gościć w dniach 1-3 maja środkowoeuropejskie spotkanie młodych Taizé. Program przewiduje, obok modlitwy i dzielenia się, także imprezy kulturalne oraz zwiedzanie tak zwanych miejsc nadziei, związanych z duchową, społeczną i artystyczną spuścizną Litwy.
tc/ rv
Włochy: religijność nie spada
◊ Włosi nadal pozostają jednym z najbardziej religijnych narodów cywilizacji zachodniej. 89 proc. z nich uważa się za osoby religijne, a 44 proc. za głęboko religijne. Pod tym względem mogą im dorównać jedynie Amerykanie, Hiszpanie i Polacy. O roli religii na Półwyspie Apenińskim poinformowała Niemiecka Fundacja Bertelsmanna.
Z przeprowadzonych przez nią badań wynika, że w Italii wiara nie rośnie wraz z wiekiem. Wręcz przeciwnie, młodzi do 30. roku życia są bardziej religijni niż najstarsze generacje. Zdaniem odpowiedzialnego za badania Martina Riegera, pozwala to przypuszczać, że również w przyszłości Włosi pozostaną „z natury” pobożni. Ich obraz Boga jest bardzo pozytywny, ukształtowany pod wpływem religii katolickiej. Łączą z Nim takie odczucia, jak nadzieja, miłość, wdzięczność i radość, bardzo rzadko natomiast – uczucia negatywne, jak gniew czy strach. Niemniej jednak postawą, która dominuje względem świętości, jest bojaźń. 55 proc. Włochów chodzi na Mszę przynajmniej raz w miesiącu, 47 proc. modli się każdego dnia. W wypadku 75 proc. badanych wiara ma wpływ na sprawy osobiste, takie jak sens życia, konfrontacja z chorobą czy ważne wydarzenia rodzinne, jak narodziny dziecka, ślub czy śmierć. U połowy Włochów religia wpływa na wychowanie dzieci i relacje z życiowym partnerem. 42 proc. badanych kieruje się wiarą w życiu seksualnym.
kb/ adnkronos
Światłość ze Wschodu - audycja 35
◊ Między żywotem a legendą, czyli o świętej Apolinarii
Hagiograf, któremu zawdzięczamy opowieść o życiu Apolinarii, świątobliwej niewiasty z V w., niestety nie zasługuje na żadną wiarygodność. Zatem nie nad historyczną świętą pochylimy się w naszej dzisiejszej audycji, lecz nad jej legendą, którą niejaki Symeon, zwany Metafrastem, spisał w X w. Ale to nieważne, bo przecież nie zawsze to, co najistotniejsze, kryje się w samej historii. Niekiedy popularne opowieści, legendy i mity, w których prawda miesza się z fantazją, przekazują ważniejsze treści: są przecież wytworami naszej duszy; zapisem ludzkich marzeń, pragnień i tęsknot; kardiogramami naszej pobożności.
Faktem jest, że na przełomie IV i V w. władcą wschodniej części Cesarstwa Rzymskiego był słaby i nieudolny Arkadiusz. Pałacem nad Bosforem tak naprawdę rządziła wówczas cesarzowa Eudoksja. Kiedy umarła, Arkadiusz całkowicie usunął się z życia publicznego, a imperatorem został ich najstarszy syn, Teodozjusz II, mający zaledwie siedem lat. W jego imieniu władzę sprawował wówczas prefekt Antemiusz. Według naszej legendy Antemiusz miał dwie córki. Starsza nieszczęśliwie była opętana przez demona. Młodsza natomiast była niczym anioł: piękna, pełna cnót i pobożności. Ta właśnie miała na imię Apolinaria. Wielu starało się o rękę córki wpływowego prefekta, lecz ona konsekwentnie lekceważyła te zaloty. Nade wszystko pragnęła bowiem zostać mniszką, poświęcić się Bogu i żyć na pustyni, na co jej ojciec nie godził się za żadne skarby. Nie miał on wprawdzie syna, jednak liczył po cichu, że może jego wnuk zostanie prawdziwym władcą…
Ponieważ Antemiusz autentycznie kochał swoje córki, w końcu uległ tak wielu prośbom Apolinarii i zgodził się, by poświęciła swoje życie Bogu. Miała jednak pozostać w pałacu w Konstantynopolu, dokąd też sprowadzono jej do towarzystwa kilka mniszek. Po pewnym czasie Apolinaria zapragnęła odwiedzić miejsca święte. Pielgrzymowanie do Betlejem i do Jerozolimy było już wówczas bardzo popularne i każdy chrześcijanin pragnął pokłonić się relikwiom Drzewa Krzyża albo też uczcić Pana w grocie Jego narodzenia. Oczywiście droga do Palestyny, nawet ta z Konstantynopola, była daleka i niebezpieczna, tym bardziej, że wybierała się w nią młoda księżniczka. Przygotowano dla niej zatem odpowiednią eskortę. Pierwszy etap podróży nasza bohaterka odbyła drogą morską i bezpiecznie przybyła do portu w Aszkelonie. Stamtąd jej karawana podążyła już prosto do Jerozolimy. W świętym mieście Apolinaria z wielką pobożnością przez wiele dni nawiedzała miejsca naznaczone obecnością Zbawiciela. Rezygnując z oferowanej jej gościny w pałacu biskupim, zamieszkała w klasztorze. Wkrótce też odprawiła towarzyszącą jej świtę, zatrzymując jedynie kilka dwórek. A kiedy już zwiedziła także inne miejsca święte, zwłaszcza te związane z Chrztem Pańskim i Jego Przemienieniem, ponownie wsiadła na statek i popłynęła tym razem do egipskiej Aleksandrii. Tu jako córka wielkiego namiestnika została powitana z honorami przez prefekta, znów jednak, miast zamieszkać w pałacu, wolała zatrzymać się wśród mniszek. A po kilku dniach odpoczynku, zwiedziwszy wpierw wszystkie aleksandryjskie zabytki i kościoły, nasza Apolinaria w skromnym mniszym stroju udała się na pustynię, do sanktuarium i do grobu św. Menasa. Był to męczennik podówczas wielce czczony w całym Dolnym Egipcie. Ten dawny żołnierz porzucił swą służbę w czasach Maksymina i Dioklecjana i zamieszkał na pustyni, gdzie nawet miał objawienia. O św. Menasie opowiemy innym razem, właśnie bowiem św. Apolinaria przybyła do jego grobu, by oddać pokłon świętemu. Tu pozostała na modlitwie przez trzy dni i noce, a potem, rozstawszy się z ostatnią ze swych sług, wyruszyła na pustynię Sketis w towarzystwie tragarza i przewodnika. W nocy zaś przebrała się w mnisze łachmany, porzuciła swe szlachetne odzienie i uciekła od tych ostatnich towarzyszy podróży, by już zupełnie samotnie zamieszkać z dala od ludzkich osiedli, realizując w ten sposób swe wielkie pragnienie całkowitego oddania się Bogu. A jej drogocenna szata powróciła do Konstantynopola, wywołując rozpacz ojca, który opłakiwał zaginioną córkę niczym biblijny patriarcha Jakub, gdy mu bracia przynieśli tunikę Józefa, sprzedanego do Egiptu.
Minęło wiele lat, podczas których Apolinaria żyła na pustyni egipskiej, nierozpoznana przez nikogo, podając się za mężczyznę i każąc nazywać Doroteuszem. Z czasem trudy życia i liczne umartwienia zmieniły jej oblicze i pozbawiły kobiecego piękna. W tym czasie Apolinaria udała się już do mniszego ośrodka na Pustyni Nitryjskiej i przyłączyła do wielkiego słynnego ascety, abba Makarego, cudotwórcy, u boku którego dzień po dniu wzrastała w świętej mniszej doskonałości. A wszystkie demony bały się jej bardziej niż wody święconej. Wieść o licznych cudach i uzdrowieniach dokonywanych przez egipskich mnichów docierała już wówczas także do odległych części cesarstwa. I oto prefekt Antemiusz pomyślał, że może któryś z tamtejszych pustelników mógłby pomóc jego starszej córce, tej opętanej przez demona. Wysłał ją zatem do Egiptu, do Nutrii, do abba Makarego, cudotwórcy. A kiedy słudzy poprosili starca o pomoc, ten polecił im świątobliwego Doroteusza, którego boją się wszystkie demony. Wprowadzono zatem opętaną do celi Pseudo-Doroteusza, a wtedy Apolinaria poznała swoją starszą siostrę. Uzdrowiła ją też natychmiast, wypędzając z niej demona, choć dobrze wiedziała, że sama nie zazna przez to spokoju. Kiedy bowiem uwolniona powróciła do Konstantynopola, uradowany ojciec zapragnął poznać i nagrodzić tak wielkiego uzdrowiciela. Rozkazał zatem, aby przywieziono słynnego już abba Doroteusza do stolicy. A że przed wolą możnowładców uciec niepodobna, to nasza bohaterka w męskim przebraniu, chcąc, a raczej nie chcąc, musiała wsiąść na statek i popłynąć do swego rodzinnego miasta. Tutaj nie miała już sumienia, by dłużej ukrywać swą prawdziwą tożsamość wobec rodziców. Pozwoliła im się rozpoznać i uradować, że żyje, że jest szczęśliwa w swej egipskiej pustelni i że trudy życia mniszego nie są ponad siły słabej kobiety, choćby nawet była córką wielkiego patrycjusza. Wkrótce jednak św. Apolinaria zwana Doroteuszem znów wsiadła na statek i powróciła już na zawsze do Egiptu, do swego prawdziwego domu na pustyni, bo przecież nasz dom i skarb są tam, dokąd podąża nasze serce, i w tym, czego najbardziej pragniemy i co kochamy. A wybory, jakich dokonują dorastające dzieci, przynajmniej czasami okazują się błogosławione, nawet jeśli z początku budziły wielki niepokój i sprzeciw zatroskanych rodziców.
Rafał Zarzeczny SJ
Dziennik 02.01.2009 - wersja dźwiękowa
Magazyn w piątek
◊ W programie:
- rozmowa z ks. Piotrem Krakowiakiem, krajowym duszpasterzem hospicjów, na temat tegorocznego programu duszpasterskiego Kościoła w Polsce;
- audycja ks. Rafała Zarzecznego Ex Oriente Lux (św. Apolinaria).
Słuchaj:
Biuletyn Radia Watykańskiego jest rozsyłany gratis na adresy abonentów. Jak dokonać prenumeraty lub jak z niej zrezygnować informujemy na stronie www.radiovaticana.org/polski



